piątek, 31 sierpnia 2012

Rozszerzona rzeczywistość dzwoni do nas

Już od dawna mam przekonanie, że polscy twórcy gier wideo lecą tym samym samolotem, co reszta świata. Nie jesteśmy w tej lidze ani beniaminkiem, ani spadkowiczem, ani troglodytą, który przybył budować nowy świat przy pomocy kamienia łupanego (co jest niestety domeną kilku dziedzin polskiej sztuki). Udowadniają to takie pomysły jak "The ShootAR", czyli właśnie wypuszczona gra mobilna krakowskiego studia Future Reality Games.



Oto co o niej niedawno pisałem do swojej gazety:


Czym jest „The ShootAR”? - To wirtualna strzelanka przeniesiona w rzeczywistość - opowiada Dariusz Żołna, szef Future Reality Games, jeden z pionierów tworzenia gier w Polsce, autor głośnego tytułu „Hans Kloss” z początku lat 90. - Kiedyś chłopcy bawili się w żołnierzy, używając patyków. Teraz siedzą w domu, grając na komputerach. Chcemy sprawić, by przy okazji zabawy w wojnę znów zaczęli się ze sobą spotykać.
Na czym polega rewolucyjność „The ShootAR”? Program wykorzystuje kamerę telefonu komórkowego i na ekranie wyświetla obraz, który widzimy przed oczami. Nie walczymy z wirtualnymi przeciwnikami, lecz ze znajomymi, których zaprosimy do gry. Przypomina to zabawę w paintball czy airsoft, tyle że zamiast repliki broni używamy celownika umieszczonego na ekranie telefonu. Można bawić się dosłownie wszędzie.

- Mamy wielu znajomych w sieci, na portalach społecznościowych, ale rzadko się z nimi widujemy - dodaje Szymon Bryła z Future Reality Games. - Dzięki „The ShootAR” mamy motywację, by wyjść z domu. Gra nie polega tylko na strzelaniu, trzeba się skradać, wykorzystywać zasłony, biegać, czołgać. To forma podchodów, która wymaga wysiłku i kondycji, tak jak uprawianie sportu.



System ma być bezpieczny. Program uwzględnia w grze tylko osoby wcześniej zarejestrowane, które wyraziły zgodę na zabawę. To znaczy, że nie można oddawać wirtualnych strzałów do postronnych ludzi, którzy przypadkiem pojawią się w kadrze. - Dbamy o to, by programu nie wykorzystywać niezgodnie z przeznaczeniem - tłumaczy Dariusz Żołna.

- To będzie produkt globalny - podkreślają twórcy. Gra powstaje na najbardziej popularne systemy napędzające telefony komórkowe - Androida, iOS i Windowsa Mobile. Przesyłanie danych między aparatami odbywa się przez Internet.

W wersję testową „The ShootAR” bawi się już kilka tysięcy osób w Polsce, tyle razy krakowska gra została ściągnięta na telefony. - To dopiero początek, liczymy na podbój rynków na całym świecie, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Japonii - dodaje Szymon Bryła. - Szukamy też wsparcia finansowego, które pomogłoby nam rozwinąć skrzydła promocyjne.

Future Reality Games intensywnie się rozwija. Istniejąca od roku firma niedawno przeniosła się do supernowoczesnych wnętrz fortu w Węgrzcach, który zostały zamienione na centrum biurowe. Trwa właśnie intensywna rekrutacja pracowników. Dariusz Żołna ma już kilkanaście pomysłów na kolejne gry.
Litery „AR” w tytule gry są skrótem od „augmented reality”, czyli „rozszerzonej rzeczywistości”. Wedle analityków będzie to rewolucja podobna do wprowadzenia Internetu czy telefonów komórkowych.

- W ten sposób będzie sobie można upiększyć świat - tłumaczy Dariusz Żołna. - Ktoś pewnie napisze program „wymazujący” nam reklamy, które spotykamy na ulicy. Technologia może również służyć edukacji, pokazując na przykład jak wyglądała historiq. Wyobraźmy sobie spacer w takich okularach po renesansowym Krakowie. Rozszerzona rzeczywistość wesprze też osoby upośledzone przy niepełnosprawne. Zastosowań są tysiące.

- Ta technologia może służyć nie tylko rozrywce, ale także stać się nową platformą dla sztuki współczesnej – uważa Artur Wabik, krakowski artysta zajmujący się street artem. - Alternatywą niezwykle atrakcyjną dla twórców, a jednocześnie szczególnie wrażliwą na ingerencje artystyczne w przestrzeni publicznej, w której dochodzi obecnie do wielu napięć. W połączeniu z przystępnymi narzędziami do tworzenia wirtualnych obiektów 3D, rzeczywistość rozszerzona mogłaby z czasem nawet zastąpić tradycyjną formułę wystawienniczą, czyli galerie.

Przyszłość puka do naszych bram.

ShootAR na Fejsie

poniedziałek, 28 maja 2012

Gry są złe czy źle o grach?

Kiedyś trzeba zacząć. Długo się opierałem, ale uznałem, że to jest właśnie ten moment. Watchman blog startuje!

Wszystkiemu winny materiał TVP Kraków z Europejskiego Festiwalu Gier Digital Dragons w Krakowie. Ponieważ jestem jego Dyrektor Programowym, to nie będzie absolutnie obiektywna relacja. Także dlatego, że należę do środowiska graczy. Środowiska, które - jak widać - cieszy się wśród niektórych wyjątkowo złą sławą.

Zobaczcie sławny reportaż

Każdy dziennikarz ma prawo do osobistej wypowiedzi. Wiem to, bo sam jestem dziennikarzem od ponad dekady. Mamy prawo wyrażać opinie i mylić się. Ale powinniśmy przestrzegać jednego - PRÓBOWAĆ obiektywnie spojrzeć na opisywaną sprawę.

W materiale Wojtka Hyli tej próby nie widzę. Ani nie słyszę. Słyszę tylko o tym, jak złe są gry. Że powodują zaparcie i doprowadzają do rozbicia rodziny (a co z rodzinami, gdzie wszystkie pokolenia grają? - znam takie). Tego nie ma. Jest za to wrzucenie gier wideo to jednego mrocznego worka bez dna. Wszyscy są źli. Obrazy uchwycone przez operatora w tle pokazują tylko śmierć i przemoc. Wypowiadający się przed kamerą ludzie jąkają się i przypominają autystyków. W domyśle - to potencjalni zwyrodnialcy, którzy poprzez gry pielęgnują swoje dewiacje. Atmosfera zagrożenia narasta aż do finału, w którym reporter przestrzega - zanim kupicie grę zamiast książki, zastanówcie się...

Gdzie leży błąd? W potwornym i budzącym mój lęk uproszczeniu. We wpakowaniu Tetrisa, Postala i Wiedźmina do jednego worka ze stemplem - "doom". W elementarnym braku wiedzy o tym, jak złożony jest biznes i świat gier wideo. To tak, jakby oceniać kino na podstawie opinii o filmach Bolla, zapominając o dziełach Bergmana, Wajdy czy Tarantino.

Gdyby taki materiał wyemitowała Fakt.tv, nie powiedziałbym ani słowa. Zaśmiałbym się i przełączył kanał. Ale tu mamy do czynienia z telewizją z misją. Z medium, które powinno poszerzać horyzonty odbiorców, a nie je ograniczać.

A co z branżą gier? Po Europejskim Festiwalu Digital Dragons mogę powiedzieć śmiało, że ma się dobrze jak nigdy dotąd. I nie zmieni tego materiał w TVP Kraków. A nawet paradoksalnie zadziałał pozytywnie - zjednoczył ludzi z gamedevu jak nigdy wcześniej.

Rafał Stanowski